#CzarnyPoniedziałek

No i mamy poniedziałek…

50% stanu osobowego przebywa w zakładach pracy i naukowych. Pozostałe 50% dogląda lub jest doglądane. I tak oto protestujemy z przed ekranów komputera. Ale PROTESTUJEMY!

Dlaczego? Przecież „nam już nie zależy”, „poradzimy sobie”. Mamy dwie córki (i chyba wystarczy). Ano właśnie… córki. To o nie teraz chodzi. Ale nie tylko o nie – o synów też (naszych znajomych i nieznajomych). Ogólnie o dzieci i wszystkich tych dorosłych, którzy chcieliby aby ciąża była okresem naładowanym nadzieją a nie strachem. Strachem rodzica, strachem lekarza. Strach zabija w nas to co najlepsze. Tocząc walkę ze strachem, mamy mniej siły aby walczyć ze złem, albo po prostu tworzyć co dobrego.

Dlatego nie bójmy się. Walczmy.

macica

A kto może na ulice. I zamieńmy mdłą szarzyznę tego dnia w wyrazistą czerń.

I nie dajcie sobie wmówić, że jesteśmy ludźmi bez sumienia. Kto musiał podjąć tę okrutną decyzję o przerwaniu ledwo co pulsującego życia, ten wie. To zostaje z człowiekiem na całe życie. Ale czasem po prostu jest to mniejsze zło. A osobiście wolę piekło dla siebie niż dla tego niewinnego dziecka. Bo dzieci zasługują tylko na to co dobre.

Moje ZEN.

Ten blog jest jednocześnie moją terapią i drogą do Zen. Dlaczego terapią? I czym jest moje ZEN?

Terapia, bo ze sobą walczę. Nienawidzę pisać. Przypomina mi się koszmar ósmej klasy i nerwowa nauka pisania rozprawki, żebym się dostał do renomowanego liceum. Problem szczęśliwie udało się zmitygować i nie pisać egzaminu (zawdzięczam to mojej fizyczce śp. Koce – najwspanialszy nauczyciel i pedagog jakiego spotkałem na swojej drodze; sobie też trochę; i tacie – gdziekolwiek jesteś).

A moje ZEN: ma kilka oblicz. Znajduje je z rodzina, za kółkiem samochodu i wielu innych miejscach.  Jednak najlepiej za kółkiem z rodziną, ale to wcale nie znaczy, że można przestać szukać. I o tych poszukiwaniach postanowiłem opowiedzieć.

Hello World!

Oto jestem. Ja. Podobno dojrzały ojciec dwóch córek: 7 lat oraz 11 miesięcy. 

Uwielbiam dzieci, bo są do bólu logiczne i w pełni programowalne dopóki my dorośli ich nie zepsujemy. I o tym programowaniu potocznie zwanym wychowaniem zamierzam popisać. 

Nie twierdzę, że posiadam jakąkolwiek wiedzę objawioną. Nie upieram się nawet, że mam rację. Ale zachęcony przez kilka osób postanowiłem podzielić się swoimi doświadczeniami. Jednak cały czas pozostaję otwarty na rzeczową dyskusję.